Imperio de la Mentira

Całkowita wolności, pod każdym względem.


Forum RPG o wszystkim co nam się tylko zamarzy.
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Biała maska śmierci - Roci i Imi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Pon Kwi 22, 2013 5:53 pm

Słonce chyliło się już ku upadkowi. Jednak wciąż otulało coraz bardziej niknącym blaskiem olbrzymią starą i mocno już zniszczona przez czas fabrykę dawno opuszczoną przez pracowników. Leżała ona na skraju drobnej mieściny bliżej lasów niżeli osad ludzkich. Kiedyś utrzymywała całą tą mieścinę i pozwalała jej się rozrastać, jednak gdy upadła raz z nią niszczało i miasto zwane "Greenwood". Wielu ludzi przyjechało tu do pracy, mieli znaleźć lepsze życie. Jednak niedługo piękne obietnice przemienił się w kłamstwa a piękny sen o przyszłości w koszmar. Część z nich nie było już stać by wyjechać a inni zbyt głęboko wsiąkli w to miejsce by odejść. I tak Greenwood stało się powoli umierającym miejscem. Świergot dzieci zamienił się w zrzędzenia starców a przedszkola zastąpiły domy spokojnej starości. Zdawać by się mogło że gorzej być nie może lecz gdy przybędziesz do tego spokojnego zakątka i przejdziesz się pięknym starym deptakiem nie wydaje sie ani odrobinę by miejsce to wymarło. Życie zawsze znajdzie sposób.
Lecz nie o tym jest ta historia. Wróćmy zatem do fabryki konserw rybnych imienia Augusta Santiamo.Był on założyciel i dobroczyńcą tego miasta, jednak zginął przedwcześnie. Podobno zamordowany przez męża swej ukochanej.
Aktualnie owa fabryka nie zginęła jak jej właściciel, i chociaż nie wytwarza się tam już niczego to i tak jest pełna życia. Zamieszkało tam bowiem stado nazywane "Demonami Setha", a przewodzi im wielki lider imieniem Roshiel Sevarothe. Ogromny budynek biurowy został zaaranżowany na mieszkania dla całego stada wilkołaków. Na najwyższym piętrze mieszka sam przywódca i piękna młoda córka Imeneroth. Prawdziwi król i królowa tego miejsca.
Roshiel właśnie siedział w swej ludzkiej postaci w głębokim czarnym skórzanym fotelu za biurkiem ślepo zapatrzony w niknące za horyzontem słońce. Budynek biurowy nie ociekał luksusami jednak mieszkańcy jakoś dawali sobie radę.
Roshiel był młodym około 28 letnim mężczyzną, niezwykle przystojnym trzeba dodać. Miał długie czarne nieco pofalowane włosy i przenikliwe lodowo-błękitne oczy. Jego przemyślenia przerwało wejście do pokoju wysokiego bo około 2 może nawet 3 metrowego mężczyzny w długim płaszczu zasłaniającym całe ciało od czubka głowy po stopy. Gdy szedł nie było nawet widać stóp pod długim płaszczem, wyglądał niemal jakby szybował nad ziemią. Na głowę miał ciasno zasunięty kaptur a na twarzy trupio białą maskę z jednym wycięciem na oko które błyszczało szkarłatem. Tylko Roshiel i Imeneroth wiedzieli czym jest Boneclaw. Nawet pośród wilkołaków widok szkaradnej nieumarłej istoty jaką był Lich mogło budzić zgorszenie, niesmak a nawet strach. Zatem potwór nigdy nie pokazywał swój prawdziwej twarzy. Przybył właśnie by podać swemu panu herbaty. Przyniósł piękny porcelanowy zestaw i powoli zaczął nalewać trunku.
-Czy panienka zechce się napić? - Zapytał z całą delikatnością na jaką było go stać więc jego głos przypominał trochę mniej niż zwykle dźwięk tłuczonego betonu.
Roshiel właśnie spokojnie kosztował swego napoju siedząc przy biurku nad stosem papierów. Ostatnio tak rzadko miał czas dla Imi że tak wieczorna chwila przy herbacie zdawała się być najpiękniejszą i najbardziej wyczekiwaną w cały dniu. Ale cóż się dziwić sfora była dla niego wszystkim, a jej sprawy traktował poważnie. Ponad to mieli sporo młodzików w wieku Imeneroth którzy właśnie przechodzili treningi, niedługo miała być ich inicjacja oraz zostanie oficjalnymi dorosłymi członkami stada. To miała być wielka uroczystość. Ale ostatnimi czasy ojciec coraz bardziej zamykał się w sobie,wyglądał na coraz bardziej wykończonego. Słabo spał, nie najlepiej się odżywiał widać było że coś go trapi, jednak chciał z tym najwyraźniej pozostać sam. Mimo wszystko jednak starał sie zachowywać pozory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Pon Kwi 22, 2013 8:14 pm

W drzwiach wielkiej fabryki pojawiła się chuda i malownicza twarz Imeneroth. I ona przybrała dziś postać człowieka. Ubrana w brązową, skórzaną kurtkę, która otulała jej szczupłą weszła do środka i potrząsnęła burzą ciemnych włosów. Długie za pas loki opadały gęstymi kaskadami na chude ramiona, a dalej aż po pięknie wyciętą talię. Jej gładką twarz szpeciła jedynie podłużna szrama, która przejeżdżała przez jej lewy policzek. Jednak dziewczyna starała się zakryć ją jednym z kosmyków włosów.
Gdyby ktoś nieznajomy spojrzał na jej ciało i twarz na pewno nie pomyślał by, iż pod tą wątłą i niewinną osobą kryje się młody wilkołak, który dopiero uczy się panować nad swoimi mocami i z łatwością może pozbawić życia. Weszła dalej, a szczupłe nogi pojawiły się w środku i szybko skierowały się do gabinetu ojca, gdzie zazwyczaj przesiadywał. W fabryce czuć było ciągły odór po starych produktach, które kiedyś w owym miejscu wytwarzano. Imeneroth nigdy nie ciekawiło co kiedyś znajdowało się w tym gmachu, jednak wiedziała, że rzeczy te nie były przyjemne dla jej nader czułego powonienia.
Głośno szła po schodach, by zatrzymać się w końcu przed drzwiami prowadzonymi do gabinetu ojca. Położyła niepewnie dłoń na klamce i pchnęła ciężkie drzwi, które otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Chuda postura stała w drzwiach, a jej czarne oczy zawieszone były przed sobą i wpatrywały się jakby w odległy punkt ponad ramionami ojca. Minęła dłuższa chwila, a to dziwne otępienie minęło i dziewczyna weszła wyprostowana do środka. Była niezwykle piękną dziewczyną i wielu dziwiło się, iż jeszcze nie znalazła sobie kawalera, który chciałby spędzić z nią życie. Jednak Córa Milczącego uważana była za osobą opętaną, przeklętą i niewielu z ludzi i innych istot chciało mieć z nią styczność. Imeneroth, mimo tego faktu nie wydawała się urażona, ani zasmucona. Traktowała innych ludzi jak śmiecie, które nie są jej do niczego potrzebne, aby zdobyć jej zaufanie i sposobność osoby musiały być nader cierpliwe i wytrwałe, a i tak zazwyczaj znajomość kończyła się bardzo szybko.
- Witaj ojcze - melodyjny głos, jednak z nutą chrypy popłynął wprost do mężczyzny, który siedział w długim płaszczu za wielkim blatem, na którym walały się papiery. Wyglądał jak zwykle zadziwiająco i młodo, choć jego córka nie wiedziała jak to czyni. Nauczyła się jednak, że Roshiel umie bardzo dużo i nie można było wątpić w jego umiejętności.
Podeszła do fotelu, który stał naprzeciw biurka i usiadła na nim, zarzucając nogę na nogę. W ciele człowieka zachowywała się całkiem inaczej. Jej ciało było piękniejsze, co zapewne było powodem brak sierść i licznych blizn. Nie wyglądała także jak skórzany worek kości, jak prezentowała się w postaci wilkołaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Pon Kwi 22, 2013 8:36 pm

Roshiel uśmiechnął so do niej nieco nieprzytomnie acz przyjaźnie odkładając na chwilę papery.
-Witaj Imi kochanie. - Rzekł zwyczajowo. Lubił to zdrobnienie i denerwował się gdy ktokolwiek inni próbował ją tak nazywać. Może dlatego Boneclaw nazywał ją "panienką". Chociaż podejrzewam że było to częścią jego dobrze ułożonej przez lata życia z Roshielm natury. Co do ubioru Roshiela, ubierał się on zwyczajnie jednak z gustem. Śnieżnobiała koszula, nienagannie uprasowana. Wyszukane spinki do mankietów w kształcie w kształcie srebrnych piór z cyrkoniami wykonane z największą starannością. Na uchu złoty kolczyk z łańcuszkiem na którym kołysał się błękitny kryształ, oraz złoty krzyżyk schowany gdzieś pod białą koszulą. Czarne spodnie oraz buty. Stylowo lecz na tyle by nie rzucać siew oczy.
-Napijesz się ze mną herbaty? - Zapytał przyjaźnie, lecz nim Imeneroth zdążyła odpowiedzieć pojawiała sie przed nią filiżanka z napojem. Została podana przez Boneclawa szybkim i niezwykle zgrabnym ruchem ręki. Od kiedy zamieszkali w tym miejscu ojciec kazał mu złamać szpony. Była to chyba najokrutniejsza rzecz jaką mógł mu rozkazać. Boneclaw oczywiście usłuchał polecenia mistrza i zniszczył swoje szpony łamiąc przy tym ręce za co dostało mu się od Roshiela. Jego pazury były jedyną rzeczą jakiej nie można było schować pod płaszczem. Teraz miał niemal ludzkie ręce owleczone białymi rękawiczkami.
-I jak tam moja mała córeczka? Gotowa na rytuał przejścia? Już tylko dwa tygodnie przed tym jak zostaniesz przez stado uznana za pełnoprawną członkinię. - Oczy ojca skierowały się na młodą dziewczynę.
-Wiesz że musisz się popisać w trakcie rytuału, prawda? Kiedyś zostawię ci stado, i wierzę że pokażesz im wszystkim że z rodziną Sevarothe nie można zadzierać. - Mężczyzna sporo od niej wymagał, tu nie było miejsca nie słowo "nie". Z resztą to będzie jedynie rytualna walka, zatem czemu nie pokazać wszystkim w sforze na co cie stać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Pon Kwi 22, 2013 8:55 pm

Na przywitanie ojca jedynie kiwnęła lekko głową i odrzuciła włosy do tyłu. Spojrzała kątem oka do filiżanki i podniosła ją zgrabnym ruchem, by wypić łyk napoju. Spojrzenie przeniosła następnie na Boneclawa, który z dziwną i niepasującą do niego gracją podał jej naczynie. Przyjrzała mu się, a na widok połamanych szponów pokręciła tylko głową. Nie chciała spierać się z Roshielem w jego decyzjach, lecz bardzo ceniła sobie osobę Licha i nie lubiła, gdy ojciec zmuszał go do tak okropnych rzeczy. Wiedziała też jednak, że w oczach ojca Boneclaw jest jedynie sługą. A może nie uważał tak, a jedynie chciał stwarzać takie pozory i wbić wszystkim do głowy, że ma posłusznego psa, którego nie darzy żadną sympatią. Jednak nasza kochana Imeneroth wiedziała, że tak nie jest. Doskonale rozumiała ojca, który zawsze robił wszystko by zachować dobrą twarz, lecz także znała go zbyt dobrze i wiadome było dla niej, że obojętność do Licha była jedynie pozorowana.
- Dziękuję - odpowiedziała grzeczni odstawiając delikatnie filiżankę. Przez krótką chwilę między dwójką zapadłą głucha cisza, jednak została przerwana słowami ojca. Imi nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Nie czuła się na siłach by stanąć do walki i ową walkę wygrać. Nie mówił tego jednak ojcu, bo doskonale znała jego reakcję, a tego wolała uniknąć. Już raz skonfrontowała się z nim z wielką mocą i nie chciała owego doświadczenia ponownie zdobywać. Choć nieraz w mózgowiu opętanej Imenrtoh budziły się myśli jak kiedyś, zaraz po wskrzeszeniu.
~ Stanąć do walki i zemrzeć ~
Przecież tego właśnie pragnęła od chwili powrotu do żywych. Ojciec mógł tego nie rozumieć, lecz wyżerająca ją chęć i pragnienie każdego dnia było coraz silniejsze i zabierało jej dech w piersiach. Znów stać się duchem. Nie czuć nic, poruszać się ponad ziemią, straszyć, wzbudzać lęk, a zarazem żyć wiecznie. Nie chciała może przybrać ciała niematerialnego, lecz zawiesić się między umarłym, a żywym. Być jak Boneclaw, a zarazem jak obecna Imeneroth. Stanąć pomiędzy wrotami do piekieł. Tac się umarłą! Tego właśnie pragnęła, lecz wiedziała jak mogło się to skończyć. Kłótnie, rozstania. Nie chciała ponownie tracić tego, co zdołała odbudować.
~ Musisz się poświęcić, ażeby ojciec był z ciebie dumny ~
Głuchy głos przeleciał w jej głowie i rozmył się tak samo szybko. Na dzień dzisiejszy nie potrzebowała więcej zmartwień i rozmyślań, które wręcz rozsadzały jej głowę.
- Dam radę ojcze, nie zawiodę cię - odpowiedziała jedynie cicho i niepewnie, pochylając głowę do przodu. Nie chciała zajmować miejsca ojca, nie czuła powołania do utrzymywania i dbania o Sforę. Nie chciała być nią ograniczana, chciała być wolna, wędrować, polować kiedy tylko chciała. A jednak dalej tkwiła w tej Przeklętej Sforze, bo ojciec tak chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Pon Kwi 22, 2013 9:24 pm

Obawiam się że rany Boneclawa i połamane szpony bolały mistrza równie mocno co sługę. Mimo iż pazury były jedynie martwym fragmentem obumarłej już tkanki w jakiś sposób były częścią Licha który nie wyobrażał sobie bez nich życia, czy też nie-życia. Jednak rozkaz Roshiela rzecz święta. Z bólem martwego już serca wykonał polecenie. Rociel nie mógł na to patrzeć, a gdy ten wrócił z połamanymi rękoma wyżył na nim swą wściekłość, ból i frustrację, spowodowaną tym że musiał mu to nakazać. Nie mógł przecież dopuścić by członkowie stada dowiedzieli się czym jest. to nie była tolerancyjna magiczna sfora jak dawna sfora Roshiela i Imeneroth. To był prawdziwy świat, a w nim nie lubi się ani nekromantów, ani nieumarłych.
Roshiel dobrze wiedział że Imi trudno będzie się dostosować do jego słów, do jego oczekiwań, dlatego tak bardzo bał się choćby wspominać o rytuale. Z jednej strony uważał że powinna się z niego cieszyć jak wszystkie pozostałe szczeniaki w jej wieku, w końcu było to niejaki zaszczyt, ale z drugiej wiedział że to nie jest w jej stylu. Przecież nie będzie biegała i merdała ogonkiem jak Kona tylko dlatego że wszyscy inni mówią że to coś ważnego czy doniosłego. Chociaż sam fakt iż podczas rytuału sam Seth przybędzie błogosławić młodym wojownikom mógł czynić ta wydarzenie niezapomnianym. Roshiel robił wszystko by utrzymywać pozory, nawet pokonany i zbrukany krwią pewnie dopiął by koszulę bo nie godzi się umierać z rozpiętą, co by ludzie powiedzieli? Takim był człowiekiem. Bardzo rzadko się przed kimś otwierał, jednak Imeneroth i Boenclaw rozumieli go be słów. To był rzadki rodzaj więzi.
Już parę lat temu Roshiel był zmuszony uciekać ze swego ukochanego stada i przybył do Greenwood. Imeneroth najprawdopodobniej ruszyła za nim. Chociaż ojciec nigdy nie wytłumaczył dlaczego akórat ta zapadła wioska? Gdy pytała odpowiadał że kiedyś "mieszkał tu pewien biedny żałosny głupiec". Ale cóż to miała być za odpowiedź? Nie tłumacząca niczego. Tak czy inaczej znaleźli tu sforę Demonów Setha, prowadził ją ku upadkowi pewien wynędzniały wilk. Roshiel oczywiście nie zamierzał być jakimś tam członkiem stada. Szybko pokonał tutejszą alfę i zajął jej miejsce.
Teraz wlepiał czujny wzrok w Imeneroth lustrując ją i próbując wyczuć ile z tego co mówi jest prawdą. Jednak szybko się skarcił w myślach i już z większym spokojem wrócił do swej herbaty. Bardzo bał się córkę ale przecież nie mógł tego okazać, z resztą miał teraz inne sprawy na głowie i denerwowała go myśl że musiał by się jeszcze zajmować Imi.
-Zatem cieszy mnie to. - Rzekł bez krzty radości, niczym wyuczoną frazę którą mówiło się już tyle razy że została wyprana z zabarwienia emocjonalnego. A może to po prostu jego zwyczajowy wyraz twarzy.
-A jak tam treningi? Mam nadzieję że ich nie opuszczasz. Może i Victor to kawał drania i gnidy ale potrafi walczyć jak mało kto. Pamiętaj dziś o 20 kolejny trening przed ważnym dniem. - Rzekł z największym spokojem powracając do przeglądania papierów, czy raczej tylko udawał zainteresowanie nimi. Ahhh te pozory zapracowanego człowieka... którym na nieszczęście niestety był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Wto Kwi 23, 2013 12:58 pm

Siedziała posępnie, wbijając wzrok w ojca. Jego bezkresne oczy tym razem nie pozwalały jej odczytać co kłębi się w jego głowie. Nie zawsze było to tak trudne. Choć on nie lubił okazywać uczuć była już świadkiem kilk scen, gdy emocje wręcz biły z niego i zadziwiały swą mocą. Jednak nie tym razem. Może Imeneroth po prostu nie chciała zagłębiać się w jego umysł, ażeby nie zagubić się wśród licznych, nieodgadnionych ścieżek, które wiły się w mózgu Roshiela.
Osowiała twarz była poważna, ani jeden jej mięsień nie drgnął. Słuchała głuchej ciszy, która co chwila zapadała między nimi, w końcu przerywana słowem ojca, bądź jej odpowiedzią. Entuzjazm, który wręcz tryskał z ojca nie zdziwił córki. Często słyszała ten ton i musiała się do niego przyzwyczaić. Dla wielu byłby on zapewne karcący, bolesny, gdyż brzmiał jakby rozmówca szastał tobą i traktował nicztm ostatnie ścierwo. A jednak Imi się przyzwyczaiła. Ile razy słyszała już ten ton - zimny, wręcz lodowaty. Przypominała sobie jego błękitne, lodowate ślepia, które posiadał gdy byli w poprzednim Stadzie -Sforze Demonów. On, przywódca, wielki i potężny, przed którym uginały się wszelakie postury, a ślepia te sławne i bolesne niczym sztylety raniły każdego.
Treningi...
Były dla Imeneroth męczarnią, katorgą, torturami, które poznała gdy przebywała w nieprzyjacielskich lochach, w poprzedmiej krainie. Chodziła na nie, lecz stała i słuchała słów nauczycieli, a ślepia jej były bezkresne, czarne, matowe. Wiało z nich pustką, znudzeniem, frustracja. Nie chciała uczęszczać na treningi, nie potrzebowała ich. Nienawiedział, gdy ktoś jej rozkazywał, mówił co ma robić i uważał się za lepszego. Uważała, że jest najlepsza ze wszystkich młodziaków, stoi ponad nimi, a jednak nauczyciel wciąż ją karcił, a gdy nie pojawiała się na zająciach groził, iż pójdzie do ojca. Czemuż yto musi być tak niesprawiedliwe?
Czuła się niczym zamknięte w klatce, okrążały ją grube mury areny, a biach wchodził w poduszki cięzkich łap. Skowyt innych, odgłos zagłębiających się w piachu pazurów był dla niej okrucieństwem. Nie chciała być kontrolowaną, trzymaną, ograniczaną, a ojciec doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Już w poprzedniej krainie nienawidziła swojej Sfory. Straciła do niej szacunek, zaraz po kłótni z ojciec i nigdy go nie odbudowała, chociaż psowate chciały ja na Betę. A ona była taka młoda, niedoświadczona i pozwliła na to. Gościła na szczęście na tym stanowisku krótki czas. Powitanie Demonicznej Sfory było jej znienawidzonym, a psowatych uważała za ścierwa.
A jednak nie odeszła. Bała się ojca. Tak samo jest i teraz. Tak samo traktowała treningi, lecz znów bała się ojca.
- Nie opuszczam ojcze - skłamała. Starała się znajdować wymówki na kazdy możliwy termin treningów, lecz robił też wszystko by ojciec się o tym nie dowiedział.
- Victor to ścierwo, nie mam zamiaru się go obawiać - rzuciła tylko z niezadowoleniem i upiła łyk herbaty. Nie bała się nikogo i niczego, co bywało na treningach, według niej mijała jedynie truchła, robactwa, które trzeba zdeptać, zabić. Gdy usłyszała o następnym treningu westchnęła jedynie ciężko, spoglądając czarnymi oczami na ojca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Wto Kwi 23, 2013 7:54 pm

Przez chwilę trwała między nimi cisza ojciec spoglądał na nią tylko ukradkiem z za papierów jakby chciał stworzyć z nich dla siebie nieprzenikniony mur będący zarazem klatką jak i schronieniem. Daremny był jednak jego trud ukrycia pełnych wyrazu błękitnych ślepi. Jego głos zazwyczaj był zimny, wręcz oschły. Każde słowo musiało być przemyślane z należytą starannością i ułożone w niemal poetycką wypowiedź. Rociel posiadł chyba tylko dwa style mowy, delikatny poetycki oraz zwięzły i oschły. W obydwóch nie było miejsca na spontaniczność czy wyrażanie myśli, przekazywane było to co przekazane być powinno i nic po za tym. Zdawać by się mogło że pomiata wszystkimi, że każde jego słowo wypowiadane jest z wyższością a nawet pogardą. Niestety w większości przypadków była to prawda albowiem Rociel gardził większością swego otoczenia. Jednak nie wszystkimi, chociaż i dla tych których szanował nie szczędził ostrzy swego zimnego głosu. Jednak tylko dlatego że nie potrafił już inaczej. Mało kto potrafił wyprowadzić tego niewzruszonego niczym góra lodowa psa, jednak gdy komuś już się to udało widok nie był przyjemny. Tracił nad sobą panowanie i zwalniał wszystkie hamulce które go trzymały. Nawet te które trzymały go przy życiu. Mało kto widział go w takim stanie a jeszcze mnie prawdopodobne było go w ten stan wprowadzić. Imeneroth miała ten zaszczyt nie dość że go takim widzieć to jeszcze być przyczyną jego załamania nerwowego. Teraz jednak z całym spokojem siedział nad dokumentami co chwila spoglądając na córkę.
-Moja krew. - Rzekł z lekkim nieco wrednym półuśmiechem na słowa pogardy kierowane ku Victorowi. On sam traktował go jak swoje popychadło, górę mięśni która potrafi tylko warczeć, bi nie śmiał by podnieść łapy na Roshiela, już kiedyś popełnił ten błąd. Zawsze mówił o Imeneroth jakby była jego prawdziwą córką nie przeszkadzało mu nigdy że tak naprawdę nie była z nim spokrewniona, widział w niej dziecko którego nigdy nie miał, i była dla niego wszystkim.
-Ale nawet jeśli Sabretooth to wielka bezmózga kupa mięśni to i tak proszę cię byś go nie prowokowała, wiesz nie chciał bym go zabijać gdyby śmiał ci coś zrobić. - Rzekł spokojnie już bez uśmiechu lecz z lekkim lekceważeniem mówiąc o Victorze.
-Ale teraz leć już na zajęcia, nie chcesz się chyba spóźnić. - Rzekł niemal ojcowskim tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Wto Kwi 23, 2013 8:27 pm

Dziewczyna siedziała wyprostowana i patrzyła na ojca. Jej także nigdy nie przeszkadzało to, iż Roshiel nie jest jej prawdziwym ojcem. Tylko on zainteresował się jej osobą, choć wcale nie była tego warta. Była mały, zbłąkanym szczenięciem, które łaziło od legowiska do legowiska i poznawało ludzi. A w końcu trafiła do wielkiego zamczyska nad rwącą rzeką, gdzie wcisnęła się przez szparkę w drzwiach. Pierwszą istotą tam poznaną być Boneclawa, który uważał ją za kota. Nie zapomni nigdy tego wieczoru, gdy przestraszona, widząc jego puste oczodoły i szpony, które pochwyciły jej drobne ciałko i zaczęły głaskać, zaczęła piszczeć i płakać. Wtedy z opresji wyswobodził ją Roshiel i przygarnął pod swoje skrzydła, pokazując jakie wartości są najważniejsze i najistotniejsze - zaopiekował się nią, pokazał że może być kochana.
Prychnęła jedynie słysząc słowa ojca, który właśnie opisywał te pchle psy. Nie wiedziała czemu się tak o nią obawia. Przecież nie była szczeniakiem, który wszystkiego się boi. Była sprawna, szybka i umiała walczyć, więc nie obawiała się żadnego z tych basiorów.
- Ojcze czyżbyś się o mnie martwił? Przecież wiesz, że i tak dam sobie radę, nawet jak mnie zabiją - odpowiedziała mu przekrzywiając głowę na bok i zgarniając włosy, by zapleść je w długi, mocny warkocz. Gdy usłyszała o zajęciach podniosła się i kiwnęła głową na pożegnanie.
- Przecież już raz tak było - rzuciła jeszcze do siebie pod nosem, jednak nie wiedziała czy ojciec to słyszał czy nie. Nawet jeśli nie zdołałby już nic na to odpowiedzieć, bo zniknęła za drzwiami gabinetu. Szła tą samą drogą jak tu dotarła. Gdy przekroczyła wielkie, ciężkie drzwi wejściowe, śnieg buchnął jej w twarz. Pogoda zmienną jest. Zapięła szczelnie skórzaną kurtkę i poszła na plac przed budynek fabryki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Wto Kwi 23, 2013 8:39 pm

Początkowo słowa o tym że mógł by się martwić przyjął spokojnie może nawet w duchu się uśmiechnął lecz słysząc zakończenie jej wypowiedzi zmarszczył nos ze wzgardą. Dobrze że Imeneroth wyszła w tej chwili bo Rociwlowi średnio się uśmiechało odpowiadać na jej słowa a jej z pewnością nie chciało się tego słuchać.
Na miejscu byli już wszyscy oczywiście była tam także mała słodka Kona, mała dziewczynka która wałęsała się po terenach stada jako że nie posiadała ani rodziców którzy by się nią zajęli. Jej opiekunem co prawda był Sabretooth ale mam wrażenie już już kamień na drodze albo muszla sedesowa był by bardziej kochającym rodzicem niż on. Nawet Roshiela można było nazwać bardziej uczuciowym i otwartym. Jednak pomimo takiego opiekuna Kona zdawała się być szczęśliwym i żywym dzieckiem. Uwielbiała wszystkich, często się uśmiechała, jednak nie zawsze tak było. Na początku gdy Roshiel ją tu przyniósł była małym kłębkiem roztrzęsionego futerka na jego rękach. Jednak teraz zaczęła traktować stado jak rodzinę nabierając zaufania do mieszkających tu psów. Dziewczynka od razu podbiegła do Imeneroth witając ją radośnie. W sumie ta mała była tu promykiem światła w tych szarych brudnych betonowych ścianach, które pamiętały z pewnością lepsze czasy.
Było sporo osób wszyscy stali na placu przed budynkami fabryki. Najwyższy był budynek biurowy teraz przerobiony na mieszkania dla członków stada. Był niczym wieżowiec wznoszący się nad pozostałymi budynkami chociaż posiadał zaledwie 5 pięter. Dookoła znajdowały się stare chale fabryczne, jedno piętrowe, ogromne i często bez okien, z dziwną aparaturą mocno już zniszczoną i przeżartą przez rdzę. Te budynki których było tu najwięcej stanowiły swoisty tor przeszkód dla młodych wilków podczas treningów. Największa sala zaś przeznaczona byłą na uroczystości i zebrania. Wszystkie budowle w większości okalała siatka jednak było w niej wiele dziur przez które łatwo było przejść. Całość natomiast była już niemal wrośnięta z jednej strony w las a z drugiej zaś była łąka z krzewami i wysoką trawą.
Było dość chłodno lecz śnieg przestał już padać. Pojawienie się Imeneroth zwróciło uwagę nie tylko Kony ale także pewnego młodego wilkołaka znajdującego sie obecnie w ludzkiej postaci. Posiadał on wielkie błekitne oczy, przyjazny wyraz twarzy, długie brązowe włosy spięte w warkocz. Był nawet przystojny, poznała go po przybyciu do stada. to on pokazywał jej jak się tu żyje oraz gdzie można się ukryć by nawet Sabretooth ich nie znalazł. Lubił treningi jednak znajdował tysiące sposobów dla siebie i Imi aby sie z nich wyrwać. Dla niej udawał niegrzecznego chłopca chociaż prawdę powiedziawszy był miłym gościem. Podszedł do suczki korzystając z tego że Victora jeszcze nie ma.
-Siema Imeneroth. - Rzekł opierając się o krawędź muru. -To jak dziś też sie zrywamy z zajęć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Wto Kwi 23, 2013 9:00 pm

Śnieg nie padał długo, co znacznie ucieszyło samiczkę. Nie lubiła gdy śnieżyca ograniczała jej widoczność, a płatki śniegu wpadały do oczu. Zawsze wtedy traciła orientacje, a treningi szły jej gorzej. Szła przed siebie, a jej chude, długie nogi szybko niosły ją w jakiś najodleglejszy teren, gdzie będzie mogła uciec przed wzrokiem zebranych. Nie lubiła przebywać na treningach z jeszcze jednego powodu. Dusiła się wśród tylu osób, brakowało jej powietrza, a samopoczucie samo się psuło. Odrzuciła kosmyk długich włosów, który bezczelnie wyswobodził się z warkocza. Jednak jej pojawienie jak widać nie umknęło Konie, która już mknęła w jej stronę by przywitać Imeneroth. Młoda denerwowała sukę nader bardzo. Jej radość, którą rozsiewała i roznosiła wszędzie drażniła Imi, aż czasem miała ochotę zagryźć to coś, by skończyło swój żywot. Jednak bała się, że ta pogoda ducha przejdzie na nią, a tego by nie zdzierżyła. Chciała mieć spokój, nie mieć na głowie żadnych osób, ani obowiązków, a ta suka za każdym razem gdy była Demoniczna pojawiała się na treningu musiała przyjść i się przywitać.
Imenroth na jej przywitanie kiwnęła tylko szybko głową i sprawniej ją wyminęła. Zauważyła, że Akiru zbliża się do niej, więc westchnęła tylko i zatrzymała się w ciemnym miejscu. Nie miała nic do tego chłopaka, lecz doskonale znając charakter suki, możemy stwierdzić, iż wolała ona przebywać w swoim towarzystwie. Czasem tęskniła za chwilami, kiedy wolna, nie mająca żadnych obowiązków i ograniczeń wędrowała po nieznanych krainach i przepadała jak kamień w wodę na długie dni, tygodnie, a nawet miesiące. Czuła się wtedy wolna i taka szczęśliwa. Dziwny duch wstępował w jej ciało i wypełniał je siłą tak dużą, że wędrowała niezmęczona i chciała jeszcze więcej. Nie zważała wtedy na brak snu, jedzenia, wody. Nie potrzebowała niczego, jakby żyła jedynie krokami, które stawiała co chwilę.
Jakiż był ból, gdy stawała w końcu pośród znajomych jej drzew i wiedziała, że znów wróciła do psiej krainy. Znów pojawiały się zasady, inne psy, które psuły całą harmonię, którą zdobyła i ułożyła. Ileż razy już to przerabiała, a to wciąż bolało tak samo i było tak samo ciężkim przeżyciem.
- Cześć. Dziś się przemęczę. Chyba, że proponujesz jakieś ciekawe miejsce i zajęcie - odpowiedziała chłopakowi i stanęła koło niego. Zawsze zadziwiały ją jego niebieskie oczy. Ona miała całe czarne, pozbawione białek nawet w ludzkiej postaci, co znacznie wyróżniało ją z tłumu. Wyglądało to nieswojo, a w połączeniu ze szramą na lewym policzku niektórych mogło odstraszać.
Spojrzała na chłopaka i wygięła usta w lekki grymas uśmiechu, który nie wyszedł jej za ładnie. Mogła się przyznać potajemnie, iż nawet przepadała za tym chłopakiem. Mogła z nim normalnie porozmawiać, a ciężko było tu o takie towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Wto Kwi 23, 2013 9:17 pm

Jednak zaraz po słowach chłopaka tuż za jego plecami pojawiła się wielka bo około 2 metrowa góra mięśni. Głęboko osadzone błyszczące dzikie kocie oczy zlustrowały sylwetkę chłopaka. Jak ten kolos mógł sie przekraść niezauważony? to zawsze stanowiło tajemnicę. Mimo iż był wielki jak stodoła zdawał się mieć kocią grację, ale tylko czasami gdy nie zachowywał się jak czołg prący na siłę do przodu. Miał na sobie brązowy płaszcz z białym kołnierzem z futra. Całość płaszcza obawiam się że była stworzona z czegoś co sam zabił i oskórował. Niekoniecznie ludzie chcieli wiedzieć co to było za stworzenie, żeby nie dowiedzieć się przypadkiem że wilkołak. Na szyi nosił kły pokonanych potworów. Kolekcja robiła wrażenie.
-Więc chcemy się wyrwać co? - Rzekł z niesmakiem podnosząc górną wargę z jednej strony i obnażając nieco przerośnięty kieł. -Zatem wasza dwójka ptaszki poleci na patrol.... ALE JUŻ! - Jego wrzask przypominał głuchy warkot a wściekłość wręcz biła z dzikich psychopatycznych złotych oczu.
Akiru aż podskoczył przestraszony, nie spodziewał się ujrzeć za sobą tego potwora który budził tu ogólny lęk. Imenerot musiała go szczerze nienawidzić, zawsze coś od niej chciał, nic mu się nie podobało i do tego za każdym razem próbował ją zastraszyć bo nienawidził tego braku szacunku i strachu w jej oczach. Najchętniej by jej wyłupił suczce tylko po to by nie mogła już tak na niego patrzeć.
Gdy Akiru już uspokoił nieco skołatane serce rozpędzone nagłym szokiem spojrzał na wielkoluda nieco wkurzony.
-Zawsze lepsze to niż trening. - Mruknął pod nosem. Jednak w tym momencie wściekłe spojrzenie skierowało się na niego z siłą kuli do burzenia budynków.
-Coś ty powiedział? - Zawarczał starszy przeorany mnóstwem blizn mężczyzna. Widać było że niegdyś wiele musiał przejść.
-Nic generale. - Mruknął chłopak z głupią miną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Sro Kwi 24, 2013 11:41 am

Wiatr zawiał jej w twarz, a zaledwie sekundę po tym jej kirowe oczy spostrzegły wielką, masywną posturę basiora. Nie musiała się przyglądać, wiedziała dokładnie kogo przyniosło i zanim wyrzucił ze swojego śmierdzącego pyska opryskliwe słowa, które drażniły Imeneroth jej oczy zabłysły złowrogo. Nikt tak nie działał jej na nerwy jak on. Przy nim Kona była najlepszą przyjaciółką Córy Milczącego, a ta cieszyła mordę z każdej chwili z nią spędzonej. Jednak wiedziała, że i on nie lubi jej równie bardzo. Uwielbiała droczyć się z nim, rzucać w jego stronę te wyzbyte szacunku spojrzenia. Nie umiał ukrywać tej nienawiści do niej, a ona czerpała z tego satysfakcje. Można powiedzieć, że zachowanie samca dawało jej pewnego rodzaju rozrywkę.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać, chyba przydałoby się poznanie jakiś zasad uprzejmości - spokojny głos dziewczyny uraczył tego brzydala i wiedziała, że naraża się zaczynając ponowną kłótnię, lecz nie mogła się powstrzymać. Gdy bezczelnie patrzyła w oczy tego idioty, na jej twarzy samoistnie pojawiał się głupkowaty i prowokacyjny uśmiech, którego nie mogła powstrzymać. Nie zawsze wyglądał on ładnie, bo Imeneroth rzadko użyła do uśmiechu mięśni twarzy, jednak tym razem wyszedł nad wyraz wyraźnie.
Spojrzała kontem oka na chłopaka i w myślach uśmiechnęła się na jego słowa. Wydawał się podobny do niej, często próbował się stawiać i schodził na złą drogę, jednak Imeneroth nigdy nie była pewna jaki jest naprawdę. Czasem wydawał się drobnym, bojaźliwy, jakby nie umiał poradzić sobie z otaczającym go światem. Był po prostu grzeczny, a innym razem stawiał się i zachęcał ją do zerwania się z treningów. Nie wiedziała czemu nie może go rozszyfrować do końca, lecz może właśnie to było powodem, że jeszcze go nie zagryzła, ani nie wyrzuciła ku niemu steku soczystych słów, a trzeba wiedzieć, że Imi miała na to ochotę względem większości osób, które znajdują się na tym placu. Reszta psowatych uczęszczająca na treningi właśnie do takiego swego końca zmierzała.
Słysząc wściekły krzyk Sabretooth'a pokręciła z dezaprobatą głową. Ten pies był zbyt pobudliwy. Na każdego wrzeszczał, uważał się za najsilniejszego, a w prawdzie był jedynie głupią kupą mięsa, z której można zrobić całkiem smaczny obiad, o ile nie ma w sobie żadnej trucizny.
~ Głupie ścierwo ~
- Sabretooth'ie nie denerwuj się tak, nie ma potrzebny - powiedziała łagodnie, lecz w jej głosie zabrzmiała jak zwykle prowokacyjna nutka. Uśmiechnęła się do niego niby promiennie, a nawet ukazała szereg białych zębów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Sro Kwi 24, 2013 12:55 pm

Kolos skrzywił się wściekle lecz nie dawał się wytrącić z równowagi, wiedział że jeśli da się sprowokować przegra. A przecież nie mógł skrzywdzić córy Milczącego. Miał jeszcze opcję by wyładować swój gniew na młodym Akiru ale to pewnie też przyniosło by same problemy.
-Nie bądź taka mądra mała. - warknął tylko oschle. -A teraz oboje won mi stąd na patrol! Nie mamy tu całego dnia. -Warczał donośnie. W końcu stwierdził że pyskówka z tą dwójką nie ma sensu a na placu czekają psy które naprawdę chciały go słuchać. Stary wyga może i był nerwowy ale na swojej robocie znał się jak mało kto. To on uczył młodych i starszych jak sie bronić. Trzeba przyznać że odwalał w stadzie kawał dobrej roboty. Niestety był też dość niedelikatny, zdarzało się że psy trafiały do skrzydła szpitalnego po jego treningach czy gdy ktoś mu się naraził. Roshiel w większości albo udawał że coś robi z wybuchami złości swego podwładnego albo przymykał na to oko. Więc zasłynął wśród stada jako prawdziwy potwór, nie tylko ze względu na wygląd.
Akiru tylko westchnął i uderzył pięścią w ścianę ze złością rozwalając jej spory kawałek. Młodzieniec też nie należał do najsłabszych, jednak przy Sabretoothu wyglądał jak małe niewinne chucherko.
-No co za wredny typ. Chodź już lepiej na ten patrol, przynajmniej okazja żeby się przejść. - Rzekł już spokojniej ruszając przed siebie.
Zimny wiatr uderzał w ich twarze, słońca nie było widać za chmurami już od kilku dni, jednak ważne że nie padało. Patrol w taką pogodę z pewnością miał być jakimś rodzajem kary dla niesfornych młodzików. Jednak ktoś to musiał robić, aby mieć pewność że sfora jest bezpieczna.
-Wiesz co? Nawet lubię patrole, wtedy mogę się poczuć wolny. Idę gdzie chcę i robię co chcę. Po za tym nie muszę siedzieć w tej śmierdzącej norze. Na zewnątrz jest znacznie przyjemniej, nawet w taką pogodę. - Uśmiechnął się delikatnie do swoich słów lecz po chwili przeniósł swój uśmiech na suczkę.
-Po za tym słyszałaś że zaginęły już 3 osoby ze stada? Tak mówią ludzie. Słyszałaś coś od swojego ojca? Wspominał coś? Wiesz pytam bo jesteś najlepszą osobą żeby się czegoś w tej sprawie dowiedzieć. - Rzekł spokojnie idąc obok suczki. (Notka: Rociel nic na ten temat nie wspominał)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Sro Kwi 24, 2013 7:27 pm

Stała tylko, podnosząc wysoko podbródek, ażeby patrzeć w żółte oczy tego bydlaka. Jej twarz dalej wyrażała pogardę i wstręt do tego typa i robiła wszystko by go zdenerwować, lecz tym razem nie udało się jej. Doskonale powstrzymywał złość, mało tego. On ją maskował, co było wielkim zaskoczeniem dla Imeneroth.
- Dla ciebie jestem Panią Imeneroth - rzuciła mu na pożegnanie i odeszła wraz z chłopakiem. Nie miała już ochoty patrzeć na jego krzywą mordę, a i tak wiedziała że prędzej czy później zostanie wyrzucona na patrol, więc nie widziała już sensu w staniu i męczeniu tej kupy mięsa.
Szła przed siebie, a silny wiatr wyrywał jej ciemne włosy z warkocza. Prychnęła cicho i zaczesała je palcami, ażeby nie wchodziły jej w oczy. Nie lubiła wiatru, wolała gdy wokoło było pochmurnie, bądź padał deszcz. Ludzie i wszelakie istoty chowają się w ten czas do domów i schronień, a w około panuje głucha cisza. Jedynie przerywana jest cichymi uderzeniami kropek o podłoże.
Słysząc słowa chłopaka spojrzała na niego na początku pytająco, lecz następnie jej twarz wyrównała się i wygładziła, a jedynie psuła ją szrama na lewym policzku.
- Tych spacerów nie można porównać z wędrówkami, które odbywałam w mojej poprzedniej Sforze i krainie - odpowiedziała mu tylko oschle, a jej czarne oczy, które teraz patrzyły daleko przed siebie w mrok stały się mdłe, jakby zaszła je lekka mgiełka. Przed jej ślepiami stanął widok bujnie zielonych lasów, drzew obrośniętych gęsto mchami, torfowe podłoże, i białe łapy, które przemierzają co dzień wiele kilometrów. Strzygące uszy, które nasłuchują wszelakich dźwięków i wyłapują najpiękniejsze melodię ptaków. A wokoło głucha, pozbawiona głosów innych psowatych pustka. To nazwać można wspaniałym spacerem, jednak dla samca jak widać nie był to widok znany, nie doświadczył tego, a przykro dla naszej Imeneroth było patrzeć na takie osoby. Wydawały się tak nieznające świata, tak niezręczne, bojaźliwe. Ileż myśli przewleka się przez mózgowie, gdy idziesz przed siebie w nieznane i nie wiesz gdzie dotrzesz.
Z tego zamyślenia, z tych wspomnień do których jej tęskno wyrwał ją głos chłopaka. Drgnęła gwałtownie i spojrzała na niego zła, że w ciągu jednej krótkiej chwili zabrał jej te piękne wspomnienia. Zielony, soczysty i tajemniczy las zamienił się w stare, spróchniałe drzewa, których musiała pilnować. Po jego słowach zapadła krótka cisza. Nie dlatego, że musiała sobie przypomnieć czy ojciec jej o tym mówił, a przez kołatające się myśli musiała zarejestrować jakie pytanie zadał jej chłopak.
- Em... nie, nie mówił nic - odpowiedź brzmiała krótko, a oczy wcale nie przejęły się tym o czym mówił Akiru. Nie znał jej na tyle dobrze by wiedzieć w jak wielkim poważaniu ma to całe Stado i jaki te trzy osoby ją interesują. Jej podejście do Sfor, Stad, Elit, czy jak to jeszcze inaczej nazywać nie zmieniło się od czasu pobytu w psiej krainie i przynależności do Sfory Demonów. Nie miała szacunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Sro Kwi 24, 2013 7:37 pm

Fakt że Sabretooth nie dawał sie tak łatwo prowokować i do tego jakoś starał się tuszować swoją nienawiść było czymś nowym, widać ojciec powiedział mu parę słów do słuchu wnioskując po świeżej szramie na policzku. Jednak to z pewnością nie sprawi że ten kolos stanie się spokojny jak baranek.... idący na rzeź.
Tym czasem Akiru i Imi spacerowali patrolując okoliczny teren.
-Cóż jak już musimy tu tkwić, to taka chwilą pozornej wolności jest lepsza niż nic. - Skomentował spokojnie.
-Myślisz że uciekli? - Chłopak zamyślił się chwilę i spojrzał w niebo. -Może i my byśmy uciekli, wiesz tylko ja i ty. Marzę tylko o tym by rzucić to wszystko i ruszyć gdzieś z tobą. - Uśmiechnął się ciepło. Czyżby tak jak i Imeneroth nienawidził tego miejsca?
Nagle wiatr gwałtowne umilkł, cisza wypełniła otaczający ich świat. Nagle Imeneroth poczuła czyjś obcy zapach na śniegu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Sro Kwi 24, 2013 7:49 pm

Szła przed siebie dokładnie przyglądając się ciemnym drzewom, które wydawały się straszyć i tylko czekać aż ktoś podejdzie do nich, a będą one mogły pochwycić jego ciało i zgnieść niczym robala. Pierwsze słowa chłopaka płynęły po niej jak po kaczce, jednak gdy wyrzucił z siebie marzenia o ich ucieczce we dwoje stanęła i spojrzała na niego pytająco, a jej czarne ślepia nie ukrywały zdziwienia.
- My? Oboje? Przecież my nie jesteśmy jednym - nie wiedziała co samiec miał na myśli, nie wiedziała czy były to luźne słowa, czy samiec miał przez nie powiedzieć coś więcej. Mimo wszystko zdziwienie było wielkie. Przełknęła głośno chwilę i przymrużyła oczy, bo wiatr buchnął w jej twarz. Razem z wiatrem poczuła także jakiś dziwny, nie znany jej zapach i szybko odwróciła głowę w stronę z której wiał wiatr.
- Czujesz? - zapytała samca, bo obecny ich temat całkiem wyleciał jej z głowy. Szybko skierowała kroki do miejsca skąd wychodził ten zapach.
Nie podobało jej się to z dwóch powodów. Ktoś obcy wtargnął na teren szkoły, a ona teraz go pilnowała. Drugi za to to fakt, że miała nadzieje spokojnie spędzić dzisiejszy patrol, a tym razem nie czuła niczego dobrego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Sro Kwi 24, 2013 8:03 pm

Do tej pory spokojny i wyluzowany Akiru snuł marzenia o ich ucieczce.
-Wiem że nie jesteśmy jednym czy coś ale wiesz tylko ty mnie tu rozumiesz.Po za tym myślałem że masz dośc tego miejsca tak samo jak ja. - Westchnął spokojnie. Wtem jego nozdrza uderzył zapach którego być tu nie powinno. Zaciągnął się głębiej powietrzem po stanął w pozycji obronnej.
-To nie wróży dobrze. Mam nadzieję że to tylko jakiś zagubiony pies z miasta czy coś w tym stylu. Co robimy? - Zapytał Imeneroth. Nie był do końca pewny czy lepiej zawrócić i poinformować Sabretootha czy lepiej samemu sprawdzić. Jesli to nic takiego Victor obdarł by ich ze skóry ale jesli to wrogie stado albo co gorsza wampiry zostaną zabicie na miejscu. Ryzyko było dośc znaczne. Ponoć była to dośc niestabilna okolica. Pokonany Alfa Demonów Setha odszedł i wszyscy obawiali się że tworzy sobie armię gdzieś na uboczu by w końcu odbić to co mu zabrano. Dodatkowo w mieście obok rezydowały wampiry. Nie atakowały raczej wilkołaków z powodu rozejmu. Faktem było że podczas walki zniszczyli by siebie na wzajem z powodu porównywalnej siły jaką dysponowali. A do tego po świecie chodziło jeszcze więcej dziwnych i niebezpiecznych stworzeń niż tylko te dwa gatunki. Akiru osobiście mieszkał całe zycie w tym miejscu i nie spotkał jeszcze ani wrogiego wampira ani wilkołaka, jednak widział takich którzy takim spotkaniem mogą się pochwalić. nie wszyscy wyszli z niego w całości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
Imeneroth



Liczba postów : 10
Points : 1709
Join date : 22/04/2013

PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   Sro Kwi 24, 2013 8:18 pm

Słyszała jakieś słowa, które wypowiedział jeszcze, lecz całkowicie nie zważała na nie. Nie uważała je już za istotne, a wokół czaiło się coś gorszego niż ich ucieczka, o której nie powinni teraz mówić. I ona przybrała instynktownie pozycje obronną i gotowa była rzucić się w stronę jakiego truchła, które odważyło się wstąpić na tereny Sfory. Co robić? Spojrzała na niego i zdziwiła się nieznacznie. To on powinien podejmować decyzje, a nie ona. To on jest w końcu samcem, czyż nie?
Rozejrzała się jeszcze raz ostrożnie i westchnęła. Chłopak wydawał się zdenerwowany, lecz ona oddychała głęboko i myślała trzeźwo. Była spokojna i opanowana, jak zawsze. Przyglądała się drzewom i wciągała w nozdrza zapach tego truchła. Jej płatki nosa falowały szybko, a ona nasłuchiwała. Zastanawiała się czy nie powinna wymusić na sobie zmianę w wilkołaka.
- Co robimy? - odpowiedziała mu na to samy pytanie i uśmiechnęła się krzywo.
- Idziemy, a jakby inaczej. Najwyżej damy im jakiś znak - dodała szybko wręcz pewna swojej decyzji. Nawet jeśli tymi słowami narażała się na niebezpieczeństwo ze strony nieprzyjaciół, który właśnie dali o sobie znać czuła dreszcz adrenaliny i nie mogła się go pozbyć. Może na peszcie zdoła wyrwać się z tej monotonnej nudy i będzie miała okazję wejść w jakieś tarapaty, które zawsze ją prześladowały w poprzedniej krainie.
~ A może nawet zemrzesz jak kiedyś? ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biała maska śmierci - Roci i Imi   

Powrót do góry Go down
 
Biała maska śmierci - Roci i Imi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Biały Port
» Avatary
» Hamaki na drzewach
» Finnick Odair
» Świnka skarbonka Białego skrzydła

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Imperio de la Mentira :: Tereny :: Cmentarz Wspomnień-
Skocz do: