Imperio de la Mentira

Całkowita wolności, pod każdym względem.


Forum RPG o wszystkim co nam się tylko zamarzy.
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Głos Burzy : Legenda Błękitnego Płomienia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Sabrea Creed
Pani Wszechmysli
Pani Wszechmysli
avatar

Liczba postów : 793
Points : 2959
Join date : 19/04/2012
Age : 28

PisanieTemat: Głos Burzy : Legenda Błękitnego Płomienia   Wto Maj 13, 2014 11:13 am




Głos Burzy : Legenda Błękitnego Płomienia

~~Prolog~~
Dawno temu Bogowie opiekowali się tym światem i za ich sprawą rozkwitał on pełnią barw. Jednak pewnego dnia Bogowie odeszli pozostawiając tą planetę własnemu losowi. Jednak Bogini Stworzycielka Drisdemora nie chciała zostawiać swych ukochanych stworzeń całkowicie samych, zesłała im zatem swe słowa które przeistoczyły się w potężne, święte istoty zwane od tej pory Eibionami. Od kiedy zabrakło Bogów planeta Simran stała się nieurodzajna i jałowa, większość jej powierzchni zaczęła zmieniać się w pustynie. Jednak według legędy jeden z Eibionów miał przebudzić najpotężniejszą znaną moc zwaną Głosem Burzy która przetnie nieboskłon i oznajmi Bogom że pora wracać.


~~Odcinek 1 : Święty pokonany~~
Cała historia zaczyna się od walki dwóch najpotężniejszych istot, Eibiona władającego mocą Błękitnego Płomienia oraz Eibiona ziemi. Na świecie w jednym czasie istnieje maksymalnie 20 tych świętych wojowników plus 4 tak zwanych Eibionów żywiołu czyli najpotężniejszych pośród nich. Walka była bardzo wyrównana, obaj stali na najwyższym poziomie, a gdy naprzeciwko siebie stoi dwóch równie silnych wojowników czasami o ich zwycięstwie lub porażce decyduje nic innego jak tylko szczęście. I tak szczęścia zabrakło Eibionowi Błękitnego Płomienia imieniem Junayd. Lecz gdy już Eibion ziemi Amenes miał zadać ostateczny cios został oślepiony przez tuman piasku i kurzu który umożliwił ucieczkę  jego przeciwnikowi. Został on ocalony przez swego sługę Sheo, był on tak mało znaczący że Amenes nawet nie zwrócił uwagi na to że ten był w pobliżu. Pozwolił mu zabrać swego zmasakrowanego pana mimo iż gdyby chciał pokonanie Sheo i dobicie i tak już mocno rannego Junayda nie stanowiło by dla niego żadnego problemu.


~~Odcinek 2 : Złe miejsce zły czas~~
Sheo zabrał swego pana do najbliższego miejsca jakie znał, był to pałac szeika Badunaja Alhizara z którym dawno temu jego kraj robił interesy. Był to człowiek szpetny i przesiąknięty chciwością, jednak nie mógł odmówić pomocy tak wpływowej postaci jak Jun. Na miejscu zostali wezwani najlepsi lekarze by opatrzyć rany świętego wojownika. Trochę czasu zajęło nim Jun odzyskał świadomość, opiekowała się nim wtedy przepiękna acz niema służąca. Niestety spokój nie mógł trwać zbyt długo, podczas jednej z wystawnych kolacji w jakich lubował się Badunaj zaczął opowiadać swym zwyczajem o swych podbojach miłosnych. Pech chciał że jedna z tych sprośnych historii dotyczyła tego w jaki to sposób wykorzystywał swą piękną służącą korzystając z tego że Bogowie odebrali jej głos i nie mogła krzyczeć czy komukolwiek się poskarżyć. W tym momencie Junayd który jak dotąd spokojnie się przysłuchiwał nie mógł znieść że ten stary głupiec tak traktował tą cudowną i dobrą kobietę która przez ostatnie dni była dla niego takim wsparciem. Wstał ze swego miejsca, we wściekłości wymierzył cios który złamał nos starego szejka po czym zabrał dziewczynę, ukradł jego najlepsze konie i uciekł w raz ze swym sługą w głąb pustyni.


~~Odcinek 3 : Niespotykana dobroć~~
Badunaj nie mógł znieść takiego poniżenia zatem wysłał za nimi swych ludzi by ci odzyskali służkę, konie i dali nauczkę Junaydowi za jego zuchwały występek. Tym czasem cała trójka przemierzała bezkresną pustynię, a upał, palące słońce i długa podróż wyczerpały wszystkie siły wciąż osłabionego po zaciekłej walce z Amenesem, Junayda. Święty zasłabł na swym koniu i runął na ziemię. Znalezienie schronienia i pomocy stało się nagle priorytetem. Najbliżej była niestety jedynie stolica wrogiego państwa Adram. Sheo bojąc się że dłuższa podróż może nawet zabić jego pana skierował konie właśnie tam. Jednak mimo błagań żaden z mieszkańców nie chciał mu pomóc, w Adram panowała susza, a co za tym idzie także głód i nędza. Dlatego właśnie żaden z mieszkańców nie kwapił się by pomagać nieznajomym i dzielić się tymi resztkami które im jeszcze pozostały. Gdy Sheo był już bliski rozpaczy podszedł do niego mały chłopiec. Miał na oko 8 lat, długie błękitnozielone włosy,turban, wielkie ciemnobłękitne oczy i przyjazny wyraz twarzy. Zaoferował im pomoc której tak potrzebowali. Sheo nie mając innego wyjścia przyjął propozycję chłopca i udał się za nim. O dziwo chłopiec który przedstawił się jako Kijo zaprowadził go do samego pałacu króla Adram Saoena.


~~Odcinek 4 : Na terytorium wroga~~
Junayd był Eibionem należącym do potężnego militarnego państwa Carran. Praktycznie od niepamiętnych czasów Adram które było równie potężne stanowiło dla nich zagrożenie. Nic zatem dziwnego że te dwa państwa były do siebie raczej negatywnie nastawione. Teraz jednak to była jedyna nadzieja dla Błękitnego Płomienia aby przeżyć. Król Saoen ugościł swego wroga jak najznamienitszego gościa, mimo wszystko Jun był uznawany za świętego nawet jeśli pracował dla wrogiego państwa. Jednak gdy tylko nieco doszedł do siebie i odzyskał przytomność jego pierwszą i jedyną myślą było to aby uciec ja najdalej. Zabrał zatem Sheo, służkę i ponownie ruszyli w drogę.


~~Odcinek 5 : Rozszalałe konie~~
Jednak sytuacja nieco się skomplikowała gdy po wyruszeniu z pałacu króla Saoena Junayd ze swymi towarzyszami trafił na ludzi Badunaja. Mieli oni za zadanie odzyskać służkę, konie i sprawić by zuchwały młodzieniec pożałował swej zniewagi. Oczywiście zwykli żołnierze szeika nie stanowili żadnego zagrożenia dla kogoś tak potężnego jak Junayd. Jun był jednym z Eibionów żywiołu, czyli należał do 4 najpotężniejszych istot na tej planecie. Ponad to władał Błękitnymi Płomieniami które według legend potrafiły spalić nawet wodę. Zatem tych kilku pachołków nie stanowiło dla niego żadnego zagrożenia. Jego moc była wręcz legendarna, to że mężczyźni nie uciekli na sam jego widok było całkowitą głupotą w jego mniemaniu. Gdy tamci pognali prosto na nich rozszalałe rumaki, Jun zszedł powoli z konia i stanął na ich drodze. Skierował dłoń przyozdobioną złotem i kryształami w ich kierunku i zamierzał ich wszystkich spalić na popiół jak miał to w zwyczaju. Chwila ta gdy pędzące konie ruszyły na samotnego mężczyznę zdawała się wiecznością. Jednak, nic się nie stało. Jun stał z wyciągniętą dłoniom, konie się zatrzymały a żołnierze ruszyli z szablami w kierunku świętego.


~~Odcinek 6 : Blask utracony~~
Junayd stał tak całkowicie oszołomiony, oczy otworzyły się szerzej, serce biło o wiele za szybko. Ludzie Badunaja ruszyli wściekle w kierunku chłopaka, a ten nie mógł się nawet ruszyć. Sheo dobył swego sejmitara i ruszył gotów bronić swego pana i tym razem. Sytuacja wyglądała nie najlepiej, jednak na całe szczęście z pomocą przybył sam Saoen w raz ze swymi żołnierzami. Jeden z jego ludzi doniósł mu o przybyciu wrogiej szajki i nie zamierzał pozwolić by ci robili co im się żywnie podoba w jego państwie. Ponad to Junayd mimo wszystko był jego gościem i nie miał zamiaru pozwolić by go chociaż włos spadł mu z głowy. Zbiry Badunaja nie miały innego wyboru jak odejść, nie mieli szans z wielką armią Adram.
Sam Saoen był wspaniałym władcą od wielu lat, długie całkowicie białe już włosy, długa siwa broda, delikatny warkoczyk wpleciony gdzieś we włosy pozostałość po dawnych latach młodości gdy to był potężnym wojakiem. Teraz jednak chociaż nie mógł już wspierać swego państwa mieczem to wciąż służył mu mądrością i przenikliwym umysłem.


~~Odcinek 7 : Prawda okryta cieniem~~
Ku swej straszliwej rozpaczy Junayd zrozumiał z pełną ostrością że utracił swą moc. To prawdopodobnie stało się podczas walki z Amenesem, chociaż nie miał zielonego pojęcia w jaki sposób. Był leworęczny, a jego lewa ręka której zwykle używał jako przekaźnika dla swej mocy podczas walki z Amensesem została praktycznie zdruzgotana i ledwo udało się ją uratować. Wciąż nie miał w niej pełnej sprawności, co prawdopodobnie było przyczyną utraty przez niego mocy. Jednak on wmówił sobie że to jakaś klątwa którą ktoś na niego rzucił, jego paranoję pogarszały koszmary w których to jakiś dziwny cień cały czas za nim stał gdziekolwiek by się nie udał. Utrata mocy była dla niego prawdziwą tragedią, całe życie dążył do jak największej potęgi, a teraz wszystko utracił. Jednak najgorsze było to że przez jego słabość Carran może utracić swą tak wysoką pozycję, a jak by tego było mało jego największy wróg był światkiem jego klęski. Nie mógł wrócić do swego państwa bo gdyby tylko król Sethos dowiedział się o tym jak słaby teraz jest z pewnością sam by go wykończył. W Carran słabość była największym grzechem. Nie pozostało mu nic innego jak sprzymierzyć się ze swym wrogiem Saoenem i znaleźć sposób aby odzyskać utraconą moc.


~~Odcinek 8 : Dwaj Święci~~
Junayd stanął przed obliczem króla Saoena aby prosić o azyl. Król zgodził się, jednak nie ma nic za darmo. Jego zadaniem miało być szkolenie nowego Eibiona Adram. Eibionem tym okazał się być chłopiec który przyprowadził tu Sheo i Juna gdy ci przybyli do Adram. Był to spory szok dla Junayda i to z wielu powodów. Po pierwsze dlatego że Adram od wielu lat nie miało swojego świętego. Po drugie dlatego że Eibioni to dość terytorialne stworzenia, na jednym terenie nie może przebywać więcej niż jeden, a to dlatego że gdy tylko są zbyt blisko siebie od razu można wyczuć narastające napięcie. Dwaj Eibioni na jednym terenie to murowana walka. Jednak Kijo właśnie stał tuż przed Junaydem i nic się nie działo. Były dwie możliwości, albo dzieciak wcale nie jest świętym albo Jun rzeczywiście całkowicie utracił swoją moc i nie jest już nawet zdolny wyczuć drugiego Eibiona.


~~Odcinek 9 : Legenda o dziecku na pustyni~~
Zatem nie chcąc przyznać się do swojej słabości postawił warunek że młodzieniec musi udowodnić swoją świętość. Jego zadaniem było udać się do miasta na pustyni wiele kilometrów od stolicy Adram bez jedzenia, wody czy wierzchowca. Niemal legendarna była już historia o tym jak Junayd jako dziecko został znaleziony na środku pustyni przez mnichów. Uznano wtedy że przebył samotnie pustynię i okrzyknięto go świętym. Zatem teraz oczekiwał podobnego czynu od młodego Eibiona. Prawda była taka że zadanie to było niemal niewykonalne, i było jedynie sprytnym sposobem dzięki któremu Jun chciał pozbyć się chłopca. Kijo jednak o dziwo zgodził się podjąć ową próbę, przekonany o tym że skoro Junayd przebył te bezkresne piaski to on też będzie to potrafił jako Eibion. Jednak była jedna osoba która nie chciała się zgodzić na to niemożliwe do wykonania zadanie. Był to młody książę imieniem Shemal, złote włosy, płomienne szkarłatne oczy ze złotymi refleksami i piękne szaty. Okazało się że ten 16 letni młodzieniec jest wybrańcem Kijo. Ponieważ każdy Eibion miał swojego Wybrańca, była to osoba z którą połączony jest los świętego. Najczęściej przeznaczeniem Wybrańca było stać się kimś wspaniałym i wyjątkowym, kimś kto z pewnością zapisze się na kartach historii.


~~Odcinek 10 : Próba Pustyni~~
Jednak mimo głośnych sprzeciwów księcia Shemala próba miała się odbyć. Kijo ruszył na pustynię, samotnie, bez wody czy jedzenia. Według przewidywań Junayda nie miał prawa wykonać tego zadania, wysłał jednak za nim swego sługę Sheo by sprawdził czy chłopiec nie będzie oszukiwał. Sheo był wysokim mężczyzną o smukłym ciele, jego skóra miała ciemniejszy kolor widać było że jest człowiekiem pustyni. Pochodził z dalekich krain podobnych nieco kulturą do Egiptu. Niegdyś kapłan w jednej ze świątyń teraz sługa Junayda, i był pewien że to właśnie jego przeznaczenie. Ruszył zatem na rozkaz swego pana za Kijo, dobrze wiedział jak przeżyć w tym nieprzyjaznym środowisko i jak pozostać nie zauważonym. Drugiego dnia próby chłopiec zasłabł wyczerpany długą drogą, brakiem wody i jedzenia. Sheo miał dylemat moralny czy pozwolić chłopcu umrzeć na pustyni czy uratować go i sprzeciwić się swemu panu. Jednak było w tym coś jeszcze. Dowiadujmy się dlaczego Junayd walczył na początku całej historii z Amenesem. Jun jak chyba każdy słyszał legendę wedłóg której jeden z Eibionów ma przebudzić głos Burzy i wezwać Bogów. Ten któremu się to uda posiądze moc równą bogom i zapisze się na zawsze w historii świata. Junayd był święcie przekonany że to on jest wybrańcem który ma tego dokonać, jednak aby mieć pewność postanowił wyeliminować wszystkich pozostałych Eibionów. Zatem jeśli Sheo nie pomoże teraz chłopcu też z pewnością zostanie zabity przez palące słońce udowadniając tym samym że nie jest i nigdy nie był Eibionem. Natomiast jeśli mu pomoże jego pan bedzie musiał przyznać że Kijo jest Eibionem i w końcu któregoś dnia go zabije by nie stanowił dla niego zagrożenia. Tak więc w obu tych przypadkach chłopiec był skazany na śmierć.


~~Odcinek 11 : Legowisko żmij~~
To był niezwykle trudny wybór, jednak pustynia z pewnością zabiła by to dziecko, a jeśli przetrwa próbę jest szansa chociaż nikła że Junayd go jednak oszczędzi. Przynajmniej Sheo tak właśnie sobie wmawiał. Po prostu nie mógł zostawić malca na pastwę sępów, nawet jeśli to oznacza zignorowanie rozkazów swego pana. Zabrał zatem chłopca w osłonięte przed słońcem miejsce i zajął się nim, dał mu wody i podzielił się prowiantem. Gdy ten doszedł już nieco do siebie był mu bardzo wdzięczny i przyznał że od samego początku wiedział że ten za nim idzie. Po krótkim odpoczynku Kijo stwierdził że chce dalej kontynuować próbę i ruszył dalej prosząc by Sheo mu już więcej nie pomagał. Chłopiec ruszył przodem a Sheo nieco w tyle za nim jak dotychczas. Po jakimś czasie ku jego przerażeniu gdzieś przed nim, prawdopodobnie niedaleko Kijo z pod piasku wynurzyła się potworna wężowata bestia nieco przypominająca murenę o złotych łuskach. Sheo rzucił się do przodu by ratować towarzysza jednak nim zdążył dobiec i przebrnąć przez piasek na miejscu zastał już tylko martwego potwora i chłopca odprawiającego nad nim jakiś rytuał. Był w szoku, i od tego momentu musiał przyznać przed samym sobą że chłopiec rzeczywiście jest Eibionem.
Skąd jednak tak straszliwe bestie na tej spokojnej planecie? Otóż niegdyś Simran opływała boska energia, niczym żyły w ludzkim ciele dostarczając życiodajną moc do każdego zakamarka świata. Jednak gdy bogowie odeszli świat zaczął chorować, stawać się coraz bardziej jałowy i wyniszczony, to przez to że energia nie może swobodnie go oplatać. W niektórych miejscach powstały "zatory energetyczne" które sprawiają że energia się tam zatrzymuje i nie mogąc płynąc dalej "gnije" i degeneruje istoty które znajdują się w pobliżu. Więc po wielu latach w miejscu takiego zatoru z małego wężyka może powstać wielki złoty żmij.


~~Odcinek 12 : Nie ważne dokąd, ważne że razem~~
Kijo wrócił zwycięsko do Adram ku niezadowoleniu Junayda. Nazajutrz miała się odbyć ceremonia w której to wieki Błękitny Płomień miał ogłosić oficjalnie że Adram pierwszy raz od pięciuset lat ma swojego Eibiona. Jeśli chłopiec miał by "zniknąć" w niewyjaśnionych okolicznościach to przed ceremonia będzie ostatni moment który Jun z pewnością chciał by wykorzystać. Jednak następnego dnia okazało się że młody Eibion oraz książę Adram zniknęli. Nie da się ukryć że wiadomość ta w pewien sposób ucieszyła Junayda. Przez cały dzień trwały poszukiwania, znaleziono ich dopiero na wieczór i sprowadzono przed oblicze króla. Shemal tłumaczył że dostał anonimową wiadomość o tym że Junayd poluje na Eibionów i możliwe że Kijo zostanie jego kolejną ofiarą. Jun oczywiście z tą zwykłą sobie pewnością siebie odrzucił wszelkie zarzuty prosząc Shemala by ten podał imiona Eibionów których to rzekomo zabił Jun. Oczywiście książę nie był w stanie tego zrobić gdyż Święty owszem zabił kilku Eibionów jednak nie byli to znani Święci, a tacy którzy dopiero mieli zając swoje miejsce w historii. Najbardziej znanym Świętym którego zamierzał zabić był Amenes, on jako jedyny stanowił dla Juna potencjalne zagrożenie i mógł pokrzyżować jego plan zatem ten chciał go wyeliminować jako pierwszego, co mu się niestety nie udało. Dlatego Shemal nie był w stanie podać żadnych imion. Wyglądało na to że Junayd wygrał tą rundę gdyby nie to że gdy wszyscy się rozeszli podszedł do niego Saoen. Zagroził że jeśli kiedykolwiek Junaydowi przyjdzie do głowy skrzywdzić kogokolwiek z bliskich mu osób ten dopilnuje by cały świat dowiedział się o tym jak słaby jest Błękitny Płomień, a wtedy nawet nie będzie musiał go zabijać, zrobią to za niego jego wrogowie. Stawiając sytuację jasno przed Świętym prawdopodobnie uratował mu życie sprawiając że Jun pomyśli 5 razy nim podniesie rękę na Kijo czy Shemala.  


~~Odcinek 13 : Wcale nie taki święty~~
Tym kto zdradził że Junayd planuje pozbyć się chłopca był Sheo, jednak nie mógł pozwolić by jego pan pozbawił życia kolejną niewinną ofiarę, tym bardziej że Sheo zdążył już polubić tego chłopca. Mimo miana Świętego Jun nie był kimś z kim chcesz zadrzeć.
W końcu uroczystość się odbyła a Junayd nie mógł się już wymigać i musiał przyznać przed Adrameiczykami że Kijo jest nowym Eibionem. Po uroczystości odbył rozmowę z królem, ten wyznał mu dlaczego tak bardzo nalegał na tą uroczystość. Od kilku lat w Adram panuje nieurodzaj, głód, nękani są przez choroby. Ludzie są już na skraju wytrzymałości, i mimo że robił co w jego mocy nie jest w stanie pomóc wszystkim. Liczył jednak że w ten sposób przywróci ludziom nadzieję, że wiara w Eibiona doda im sił by wspólnie przetrwać te trudne chwile. Prosi też Junayda żeby ten wyszkolił Kijo aby ten stał się godnym reprezentantem Adram i pomocą dla swego państwa. Jun niechętnie jednak się zgadza.


~~Odcinek 14 : Nauka topieni... pływania~~
Zaczyna się zatem szkolenie Kijo. Junayd próbuje pomóc mu zrozumieć i wytrenować podstawowe umiejętności jakie posiada każdy Eibion. Przede wszystkim Eibioni potrafią manipulować i wyczuwać energie, niekiedy miewają wizje przeszłości, przeszłości lub teraźniejszości. Jednak to w jakim stopniu to opanują zależy już od danej osoby i jej predyspozycji. To wszystko na zerowym, podstawowym poziomie i każdy się z tym rodzi. Eibioni posiadają 4 stopnie wtajemniczenia. Symbolizują tą "skrzydełka" na talizmanie który ma każdy Eibion na środku czoła. Święci rodzą się z kryształem tkwiącym w czaszce i będącym wyznacznikiem jego mocy, talizman ten może mieć od zera do 3 par okalających go "skrzydełek". Im więcej "skrzydełek" tym potężniejszy Eibion, jednak tych którzy osiągnęli 4 stopień czyli ich głowy zdobią 3 pary skrzydeł istnieje tylko 4 w jednym czasie są to tak zwani Eibioni żywiołów, a Jun jest jednym z nich, czy raczej był. Jun był magiem bojowym, nie trenował podstawowych umiejętności, stawiał na siłę, teraz jednak utraciwszy swój Błękitny Płomień nie pozostało mu nic innego jak przypomnieć sobie jak wykorzystywało się wrodzone Eibiońskie umiejętności. Początkowo wręcz wygląda na to że święty wszystkimi sposobami wciąż próbuje pozbyć się konkurenta. Na czymś co miało być pierwszą lekcją Jun wygląda jakby chciał utopić młodzika w rzece. Dodajmy jeszcze że owa rzeka do najczystszych nie należała. Wrzuca go do niej mimo że ten nie potrafi pływać i każe mu zespolić się z jej energią, wsłuchać się w nią i zrozumieć. Nauczyć się rozpoznawać różnego rodzaju energie. Ponieważ rzeka jest swoistą żyłą energetyczną zbierającą rożnego rodzaju energie od swego źródła aż po ujście w morzu. Nie delikatne podejście Juna wynika z jego niechęci do Kijo, ostrego charakterku i całkowitej nie umiejętności obchodzenia się z dziećmi. Czy ktoś taki będzie w stanie kogokolwiek, czegokolwiek nauczyć?


~~Odcinek 15 : O kocie i psie~~
Badunaj wysyła wiadomość do państwa Carran, i w niedługim czasie przybywa do niego delegacja ze stolicy. Mężczyzna o krótkich czarnych włosach, oczach w kolorze nocnego nieba i oficjalnych szatach towarzyszył młodej około 16 letniej dziewczynie o złotych włosach w które wplecione były pierścienie i spora ilość biżuterii. Mężczyzna imieniem Nobunai rzuca staremu szeikowi mieszek złotych monet jako rekompensatę za skradzione konie. Odzywa się do niego wręcz z pogardą nazywając jego konie chabetami i podkreślając jaka to łaska go spotkała że dostał za te zwierzęta chociaż kilka sztuk złota gdy powinni go zabić za nie zatrzymanie Eibiona Carran w swoim pałacu.
Tym czasem do Junayda mieszkającego teraz w pałacu króla Saoena przypałętał się jakiś dziwny kapłan. Krótkie białe włosy, czerwone oczy, kapłańskie szaty i niemal kamienny wyraz twarzy. Wnioskując po jasnej cerze, białych włosach i czerwonych oczach był albinosem, odmieńcem nawet w tym magicznym świecie mimo to kapłanem nie mógł zostać tu każdy. Zero, bo tak kazał się nazywać uparł się mocno że podczas treningu nie fajnie by by było gdyby Kijo się utopił albo stracił kończyny, ehhh no co za upierdliwiec. Zero kontrolował poczynania Juna co doprowadzało go do szaleństwa, a na domiar złego Zero był kapłanem Neptaha, czyli boga wody. W Carran skąd pochodził Jun natomiast czciło się Nju czyli boga powietrza co sprawiało że między tą dwójka dochodziło do wielu spięć, od tego jak powinno się prowadzić treningi aż po to który bóg jest lepszy.


~~Odcinek 16 : Ten który potrafi odmówić nawet królowi~~
Do Adram przybywają posłańcy z Carran, żądają wydania im Błękitnego Płomienia. Saoen twierdzi że nie może się na to zgodzić bo Junayd jest tu z własnej woli. Zatem czarno włosy mężczyzna każe go tu wezwać. Oczywiście Jun nie chce opuścić Adram, co doprowadza Nobunaia do wściekłości. Wygraża młodzieńcowi i krzyczy że to rozkazy od samego króla i jeśli się nie podporządkuje to czekają go poważne konsekwencje. Jun jednak nie zamierza ustąpić tłumacząc że nie może odejść. Blond włosa dziewczyna z pewnością jakaś ważna osobistość bo do jej eskorty wyznaczono sporą ilość żołnierzy, patrzy tylko na całą sytuację chłodnym spojrzeniem. W końcu się odzywa i mówi że dość już tych wygłupów i Junayd ma natychmiast z nią wracać. Dodaje też że Jun jest jedyną osobą która potrafiła by odmówić królowi, ale nie może odmówić jej. Chłopak dłuższą chwilę się waha, widać że sytuacja jest dla niego trudna w końcu jednak odchodzi i mówi tylko że "nie może na razie wrócić". Dziewczyna jest osłupiała, z pewnością nie spodziewała się odmowy.
Saoen jako dobry gospodarz proponuje im gościnę w swoim pałacu, Nobunai niechętnie ale się zgadza. Wieczorem król przechodzi niedaleko komnat Juna i jest światkiem sceny której nie spodziewał się ujrzeć. Dziewczyna będącą do tej pory dostojną damą, pełną gracji, stylu i o zimnym spojrzeniu właśnie płacze wtulając się w Eibiona. Wyrzuca mu że jak śmiał jej się sprzeciwić, wspomina że będzie miała problemy jak z nią nie wróci. Jun stoi spokojnie zdawać by się mogło niewzruszony w obliczu płaczącej kobiety, czyżby jednak był aż tak bezduszny jak mówią? Po chwili jednak przytula do siebie wciąż łkającą dziewczynę.


~~Odcinek 17 : Więzy przeznaczenia~~
Następnego dnia Księżniczka i jej świata wracają do Carran, Jun zostaje jednak w Adram. Mimo wszystko widać że trudno im się rozstać, łączy ich nić przeznaczenia silniejsza nawet niż sama śmierć. Zero szybko zrozumiał kim dla siebie są, dziewczyna była Wybranką Junayda. To znaczy że księżniczka Shanko miała zostać kimś ważnym, ma dokonać czegoś wielkiego. To co łączy Eibiona i jego Wybrańca to najsilniejsza znana ludzkości więź.
Treningi wciąż trwały, tego dnia Junayd zabrał Kijo w głąb pustyni. Na całe szczęście znaleźli schronienie nim nadeszła burza piaskowa. Jednak młodzian długo nie nacieszył się kryjówką bo został brutalnie wyrzucony prosto w to piaskowe piekło. Jun siedząc sobie w bezpiecznym schronieniu i popijając herbatę twierdził że młody Eibion tylko w ten sposób nauczy się jak wykorzystywać energię. Kijo długo walczył z burzą mimo to nie potrafił się jej przeciwstawić. W końcu Junayd sam wyszedł na zewnątrz i ku zdziwieniu Kijo ani jedno ziarenko piasku nie drasnęło jego skóry. Stworzył swoistą tarczę wokół siebie udowadniając swemu uczniowi że to jest możliwe. Przeciwstawiał swoją energię, energii burzy, twierdził też że można nawet zatrzymać tą siłę natury jeśli przeciwstawi jej się odpowiednio potężną energię. Gdy już wracali do Adram przybył posłaniec z listem od króla Saoena. Król prosił o to aby udać się na granicę pomiędzy Adram a Marezją podobno grasuje tam obłąkany żołnierz podający się za Eibiona.


~~Odcinek 18 : Czarny rycerz~~
Według informacji jakie udało się zebrać na pustkowiach stanowiących granicę pomiędzy tymi dwoma państwami znajduje się obłąkany czarny rycerz który twierdzi że jest Eibionem. Stanowi spore zagrożenie dla wszelkiego transportu w tym rejonie i król Marezji poprosił o pomoc w tej sprawie. Ponad to pozbycie się potwornego rycerza powinno leżeć też w interesie Junayda, bo potwór ten kala dobre imię Świętych wojowników. Ponad Jun podejrzewa że król chce sprawdzić jak idzie trening Kijo. Zatem dwójka Eibinów wyrusza aby zakończyć tyranię tego potwora. Znalezienie go okazało się trudniejsze niż przypuszczali, rycerz wcale nie wyglądał jakby się włóczył po tych pustkowiach szukając zwady. Wręcz przeciwnie zdawał się stronić od ludzi. Jednak gdy Junayd i Kijo stanęli na jego drodze, doświadczyli jego nagłego wybuchu gniewu. Wojownik był wielki, miał czarną zbroję, niemal kredowo białą nienaturalną cerę, zapadnięte policzki i cały wyglądał niemal jak szkielet przyodziany w zbroję, czerwone oczy lśniły od żądzy krwi. Była z nim dziewczynka na oko 11 letnia, biedna i zastraszona. Od wojownika dowiadujemy się że to dziecko to jego wybraniec, a sam nazywa siebie Eibionem. Dochodzi do agresywnej walki pomiędzy Junaydem a Czarnym Rycerzem. Jun jest oburzony i twierdzi że żaden Eibion nie traktował by swojego wybrańca w taki sposób i że nie ma prawa się nazywać świętym. Kijo też chciał wesprzeć swego mistrza jednak szybko został pokonany przez znacznie silniejszego i bardziej zaprawionego w boju przeciwnika. Walka była wyrównana a nawet zaryzykowała bym stwierdzenie że przewaga stała po stronie Rycerza.


~~Odcinek 19 : ~~

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://imperio.forumpl.net
 
Głos Burzy : Legenda Błękitnego Płomienia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Czy boisz się burzy?
» Pustynia Burzy
» [ME] Legenda o Mieczu Sir Loranda

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Imperio de la Mentira :: Prywatne miejsca :: ►Informacje◄ :: >>Archiwum Kot.K-
Skocz do: